Chciałem tylko zwrócić nieaktualne już od 16 sierpnia bilety na komunikację miejską...
Wybrałem się metrem na Senatorską. Ledwo usiadłem, usłyszałem głos przez megafon, że jedziemy tylko jeden przystanek, bo z przyczyn technicznych itd. Pomyślałem, że fajnie się zaczyna, ale nic to, jestem przecież doświadczonym Polakiem.
Wysiadłem skoro kazali i poszedłem do tramwaju. Musiałem oczywiście skasować kolejny bilet.
Przed biurem na Senatorskiej powitało mnie zawiadomienie, że jednostka już nieczynna i trzeba się udać do...Najbliższa placówka w przejściu podziemnym przy stacji metra "Ratusz".
Upał akurat z nieba walił i duchota panowała upiorna.
Idę. Znajduję. Dwie kolejki rodem z PRL. Czujnie spytałem, która nadaje się dla mnie. Ta do kasy. Stoję. Mija 15 minut. Mija pół godziny. W tym czasie zostały załatwione 2 osoby, a przede mną czeka jeszcze około 20 osób. Wszyscy zlani potem, wachlują się czym popadnie, bo to pawilon w podziemiu, a klimatyzacja wysiadła. Z obliczeń mi wyszło, że sobie postoję... Dyskusja wywiązała się w kolejce niezwykle ciekawa, ale po przeczytaniu ogłoszenia, że mam 6 miesięcy czasu na zwrot swoich biletów, dałem diabłu po pysku i wróciłem do domu.
Byłem zmordowany i wściekły. Wydałem 7,80 PLN na idiotyczną wycieczkę po brudnym mieście.
Co z tego mam?
Materiał na ten wpis.
P.S.
Dowiedziałem się właśnie, że dzisiaj mamy Blog Day 2011.
No i proszę, jak miło.
Dymek: Smartfony poszły w ruch
-
Gdyby „Wiadomości” z 17 grudnia były samodzielnym dziełem kinowym, to wielu
filmowych postmodernistów mogłoby już zawiesić buty na kołku.
8 lat temu