Człowiek, który zbyt długo czuje się ofiarą, często sam staje się katem.
Aby zracjonalizować i uwiarygodnić swoje działanie wobec innych, stwarza sobie kombinezon ochronny w postaci jakiejś ideologii. I prawie zawsze znajdzie swoich zwolenników lub obrońców. To się zdarza zarówna wśród polityków, wodzów, okrutnych kaprali na szkoleniach wojskowych, nauczycieli, dozorców więziennych, jak i wśród religijnych przywódców (sekty) czy partyjnych guru. Takimi są również pozornie przykładowi ojcowie i mężowie, dręczący swoich najbliższych w zaciszu prywatnych domostw.
Czujność obowiązuje nas wszystkich od samego początku, bo już małe dzieci stają się katami i terroryzują słabszych od siebie. Nasza obojętność i brak reakcji stwarzają atmosferę przyzwolenia dla szerzącej się przemocy i agresji.
W Norwegii ciągle nieznana jest definitywna liczba ofiar piątkowej egzekucji.
W Stanach Zjednoczonych, uczestnik przyjęcia urodzinowego strzela i zabija kilka osób, po czym sam popełnia samobójstwo.
A u nas?
W Krakowie młody człowiek podłożył ostatnio kilka bomb w prywatnych rezydencjach, bo "czuł się skrzywdzony."
Analizowanie ideologii jest, moim zdaniem, sprawą drugorzędną. Jedynie szczegółowa analiza osobistej historii ofiary-kata może wyjaśnić jego postępowanie. Taka wiedza pomaga opracować programy zapobiegawcze.
Prewencja jest procesem powolnym, ale skutecznym. Szkoda, że powszechnie bagatelizowanym.
Kolejna tragedia. Kolejny szum medialny. Do następnego.
Dymek: Smartfony poszły w ruch
-
Gdyby „Wiadomości” z 17 grudnia były samodzielnym dziełem kinowym, to wielu
filmowych postmodernistów mogłoby już zawiesić buty na kołku.
8 lat temu